środa, 2 lipca 2014

ROZDZIAŁ III (+18) !!!

ROZDZIAŁ III

******NA WSTĘPIE UPRZEDZAM, ŻE NIE BĘDZIE TO KOLEJNE KOLOROWE OPOWIADANIE O MIŁOŚCI, MOJA WYOBRAŹNIA NIE JEST NORMALNA I TAKIE SĄ TEGO EFEKTY, ROZDZIAŁ W SUMIE +18*****


"Nadia uspokój się’’ takie myśli krzątały mi się po głowie w drodze do tymczasowego domu. Jejku.. będę spać z Ksawerym w jednym domu... łał. 
-A więc-zaczął Ksaw-idź po schodach na górę. Na końcu korytarza jest twój pokój. Rozgość się.
-Dobrze, dziękuję.-wzięłam torbę z podstawowym wyposażeniem i podążyłam w stronę pokoju. Pokój był nieduży, ale też niemały. Wydawał się idealnie kwadratowy. Jego ściany były czarne, a na jednej z nich naklejona była fototapeta z panoramą NY nocą. Na innej było ogromne okno, z którego można było podziwiać miasto. Światło przez nie wpadające rozświetlało pomieszczenie. Szczerze mówiąc, ten pokój był w moim guście.
-Nadiaaaa!-usłyszałam głos z dołu.-zejdź tutaj.
-Dobrze, już idę.-odpowiedziałam i udałam się schodami do przedpokoju.
-Ubieraj się. Pokażę Ci firmę. 
-"Ta jes"-zmęczona podróżą grzecznie dowlokłam się do jakiejś bluzy i wygodnych "najkaczów".
-Jakieś 5min drogi stąd, więc nie marudź..
-Dobrze. Dobrze.
         Firma dosyć spora, ale mało pracowników: oprócz mamy i Ksawerego był tam jeszcze jego współpracownik Nathan i sekretarka Megg. 
Nathan był w wieku Ksawerego, a sekretarka z tego co mi się o uszy obiło miała 22 wiosny. 
   
         Nathan był wysokim mężczyzną, o zielonych oczach i czarnych, wycieniowanych, sięgających do ramion włosach.
   
         Ksawery nie owijał w bawełnę i zapoznał mnie z pracownikami.
-Nathan! Megg! Chodźcie na chwilę. –powiedział Ksaw, lekko uniesionym głosem.-To jest Nadia, córka Agi. Czasami będzie tu wpadać.
-Cześć  - powiedziałam stanowczo i podałam rękę każdemu z nich.
-Czeeeść słonko, miło mi Cię poznać - Yh… trochę przesadziła ze słodkością przy powitaniu. Chyba się nie polubimy, nienawidzę, kiedy ktoś zwraca się do mnie jak do małego dziecka.
-Cześć-teraz przywitał się Nathanem.
Ten obiął mnie mocno mając gdzieś grzecznościowy zwrot podania dłoni. Zdziwiło mnie to, ale nie miałam siły, żeby go odepchnąć. Nikt nie był zaskoczony tą sytuacją, więc chyba Nat witał się tak ze wszystkimi.
-Słuchajcie-zabrał głos szef-młoda dopiero się tu przeprowadziła, może damy sobie na wstrzymanie z gadaniem na Pan/Pani, będzie mówiła wszystkim po imieniu, żeby swobodniej się czuć, dobra?                          -Jasne!-odparła dwójka pracowników chórem.-Nastała chwila ciszy.
-Ksawery chodźmy już, padam na twarz, chce mi się spaaaać (ziew).-Ksawery chyba wiedział jak się czuję po tak ciężkim dniu i bez słowa marudzenia pożegnał się ze wszystkim, ja zrobiłam to samo, i wyszliśmy.
Szybko pochłonęła mnie kraina Morfeusza. 


TRZY TYGODNIE PÓŹNIEJ

                                                                 
             Nie mam przyjaciół. Przyzwyczaiłam sie do tego.. w końcu to nie pierwsza (i ostatnia) zmiana zamieszkania w moim życiu. Leje już na te przeprowadzki. Pech chciał że moja szkoła jest jakieś 3 ulice od firmy Ksawerego.
           Dowiedziałam się, że nowa dziewczyna taty zaszła w ciążę. Już nie będzie to TYLKO mój tata.. Nawet nie wiedziałam ze kogoś ma, gdy go odwiedzałam nikogo nie widywałam w jego domu. Kiedy mama mi o tym powiedziała wybiegłam na dwór. Nie patrzyłam gdzie biegnę, gdzie skręcam. Było juz ciemno. Znowu kochający mnie pech i nieszczęście pomogły mi zgubić drogę powrotną. Przy sobie miałam tylko dwie dychy... Nawet telefon pozostał na ładowarce... Nosz kurwa!-tylko tyle byłam w stanie wypowiedzieć, kręcąc sie ciemnymi uliczkami. Zmęczona szukaniem drogi powrotnej przysiadłam na schodkach zamkniętego sklepu, obok którego stał kiosk. Zaczęłam myśleć: co będzie z tatą? Jak poczuje sie mama? Czy ktoś mnie szuka? Jak daleko zaszłam od domu? Ostatnie pytanie zostało przerwane, ponieważ moje myśli zostały zaabsorbowane nastolatkiem przy kiosku: na oko 16lat. Przyjrzałam mu się. Najwidoczniej kupował fajki.. No ładnie... Po chwili odszedł od kiosku, zajarał fajkę i zniknął za rogiem budynku naprzeciwko. Niewiele juz myśląc wyciągnęłam 20 zł z  tylnej kieszeni spodni i kupiłam Chesterfieldy. Nie miałam gum ani perfum, żeby zatuszować zapach dymu. Nie miałam tez pojęcia jak sie zaciągnąć... Oprócz fajek kupiłam zapalniczkę i wróciłam na schodki. Spokojnie rozpieczętowałam paczkę i przypaliłam papierosa. Pierwszy buch,  wydech. Mimo ze to zwykły dym papierosowy to jego zapach uspokajał mnie, nie liczyło sie tez to ze to mój drugi papieros w życiu, oraz pierwszy którym sie zaciągnęłam. Wszystkie problemy na chwilkę odeszły... Kojący dym... Achhhhh... Po dwóch kolejnych fajkach stwierdziłam ze do domu i tak trzeba będzie wrócić, wiec ruszyłam w drogę. Spotkałam grupkę osiedlowych metali, którzy byli dosyć mili i po opisaniu wyglądu okolicy w której mieszkam odprowadzili mnie do skrzyżowania za rogiem mojego bloku. Weszłam do domu, mama siedziała zapłakana.
-Nadia, Nadia skarbie, gdzieś Ty była?
-Pałętałam się po okolicy... 
-W okolicy? Nie było cię 3 godziny, poza tym przeszukałam razem z Florą (koleżanka z pracy) pobliskie osiedla, więc na pewno byłaś bardzo daleko. Tak sie o ciebie bałam - w tym momencie mama zbliżyła sie do mnie i przytuliła. W moich myślach zaistniały słowa: mam przejebane-po chwili mama odsunęła sie ode mnie i powiedziała donośniejszym tonem;
-Paliłaś?!
-Nie mamo, nie mogłabym tego zrobić, przechodziłam tylko koło grupy palaczy i jeszcze jeden facet, który szedł pół drogi przede mną wypalił chyba z pół paczki...-patrzyłam jej prosto w oczy, jak dobrze że miałam soczewki, inaczej mogłaby zobaczyć źrenice.
-Dobrze Naduś, wiesz że ci ufam...
-Wiem mamuś, wezmę prysznic i pójdę spać -powiedziałam z bólem serca.
Wpływ otoczenia i sprawy rodzinne dalej zakrzątały mi myśli... Teraz był czas na przyjemności. Weszłam do pokoju i zabrałam rzeczy, które beda mi potrzebne po wyjsciu spod prysznica... i nie tylko.
Zabralam ze soba fajki i żyletke-wow, teraz jestem jak jakieś pierdolone emo!
Okno i kratka wentylacyjna byly obok parawanu i wanny, bez namyslu puscilam ciepla wode, weszlam naga po prysznic z fajka w zebach i uchylilam okno. Zapalilam, moj Boże, znowu to robie i czerpe z tego przyjemnosc. Po wypaleniu szlugi umylam wlosy, wyszlam z wanny i usiadlam na jej brzegu, wzielam do rak zyletke. Przejechalam nia po nadgarstku kilka razy. Biale plytki spowila siarciscie czerwon krew. Tak zajebiste uczucie ktorego od tak dawna unikalam. W wakacje po 2kl gimnazjum mialam z tym problemy przez rowiesnikow ktorzy nazywali mnie grubasem. Chodzilam do psychologa. W koncu schudlam i do dzis waze 40kg. 
Delektuje sie bólem, ale dosyć  przyjemnosci z zycia masochistki. Wracamy do realistycznego swiata ponurych barw. Wszystko ladnie posprzatalam i poszlam do pokoju. Probowalam usnąc, ale nic z tego. Moje mysli byly przepelnione dzisiejszymi wydarzeniami. Usnelam moze o 4 rano, jak dobrze że jutro piatek i moge zerwac sie ze szkoly. Mama musi byc w firmie punkt 7, o niczym nie będzie wiedziala.
*
Piatkowy ranek, mama wyszla do pracy przed 7. Ja nigdzie się nie wybieram, jak to w planach bylo. Zaczynam popadac w nalog. Znowu sięgam po szlugi. Tym razem zapale w lozku. Tego jeszcze nie bylo. Mama nigdy nie przyszla do domu wczesniej niz o 19, bo to organizuje szkolenia, ma duzo pracy czy jedzie ogladac pomieszczenie lub teren, aby dopasowac projekt. Mam nadzieje ze do tego czasu zdaze wywietrzyc mieszkanie.
Moje lozko stalo naprzeciwko okna. Okolo godziny czasu siedzialam i patrzylam z niego przez ta "rame na swiat".  Z zamyślenia o świecie wyrwało mnie burczenie z brzucha. Przypomniało mi sie, ze nic dzisiaj nie jadłam. Była godzina 11, trochę późno jak na śniadanie, ale mi to nie przeszkadzało. Zerwałam sie z łóżka, zrobiłam kawę, kanapki z szynka i znów zapaliłam, mając ochotę po raz kolejny poczuć wyzwalający dym. W pewnym momencie rozległo sie tupanie po schodach. Przestraszyłam sie, ponieważ było to ostatnie pietro bloku (no kamienicy bo'' az ''czwarte) i nikt oprócz mnie i mamy na tym pietrze nie mieszkał. To nie mogła być mama. Jeśli chciałaby wrócić o  tej godzinie zadzwoniłaby wcześniej i spytała co chce na obiad albo czy odebrać mnie ze szkoły bo będzie wcześniej. 
Usłyszałam brzdąkanie kluczy, byłam przekonana ze to mama, wraca wcześniej bez uprzedzenia mimo, ze rozum podpowiadał mi co innego.
W sumie było mi wszystko jedno i tak bedzie czuć dym i tak, nie ma co ukrywać. Ku mojemu zaskoczeniu próg przekroczyła szczupła, męska noga.  Moj boże, to był Ksawery. Ubrany w czarne jeansowe rurki, luźne tam gdzie trzeba, białą koszulkę z dekoltem niby w "meski serek" i czarna delikatna marynarke, dumnie przekroczyl prog mojego domu.. Wlasciwie to mojego i mojej mamy wiec co on tu do cholery robi? 
Szybko wyjelam papierosa z ust, parzac sobie przy tym dwa palce, jeknelam w myslach. Zdarzylam zanim Ksawery podniosl glowe... ale co do cholery zrobic z zapachem dymu??? Ogarnal mnie strach. Mezczyzna zorientowal sie ze jestem w domu i stoje naprzeciwko jego. Zlustrowal mnie wzrokiem. Niecodziennie mozna zobaczyc mnie nieumalowana, rozczochrana i w pizamie z krotkim rekawem spadajacym bardziej na lewe ramie. Po chwili milczenia odezwal sie:
-Panna nie w szkole?
-Eee... wiesz.. nie czułam się dobrze.
-Trzeba było zawiadomić mamę, mogło ci się coś stać jakbyś sama tu zostala i zakrecilo ci sie w glowie czy cos...
-Prosze pana, dramatyzuje pan.
-Stwierdzam fakty. Umawialismy sie ze masz mi mowic po imieniu-tutaj szczery usniech z bialymi zabkami
-No dobrze, wiec: ksawery co cie tu sprowadza?
-Jechalem do klienta, a twoja mama zapomniala pewnych dokumentow odnosnie projekktu wiec dala mi klucze zebym je zabral z domu i...  Nadia.. czy ja czuję dym papierosowy? -cholera, otworzylam okno, ale ciag byl za maly.. musial wchodzic glebiej do domu... grr
-N-nie! Co ty pleciesz?-Nadia znowu się jąkasz, opanuj się do cholery!! 
-Ot co!-wyciagnal paczke fajek zza gazety leżącej na stole i machal mi przed oczami
-Bede musial pokazac twojej mamie, ale najpierw kazanie, czys ty oszalala? -mowiac to pociagnal mnie za nadgarstek aby zmusic mnie do klapniecia na krzeslo przed nim. Syknelam z bolu. 
-Co jest? –mówiąc to odwrócił moją rękę.-No ładnie… ciełaś się? Kompletnie zwariowałaś?
-Nie miałam pojęcia co mam zrobić, moje myśli wirowały, nagle zrobiło mi się ciemno przed oczami. Zemdlałam. 
Po weekendzie normalnie poszłam do szkoły, Ksawery mnie nie wydał i udawał, że nic się nie stało-przynajmniej tak myślałam. Kiedy odwiedziałam firmę, żeby podziękować mu za to, że mnie nie wydał (chociaż warunkiem tego czynu było to, że mam przestać się ciąć i palić, nie spałniałam tego warunku, ale Ksaw nie mógł się dowiedzieć) natknęłam się na Nathaniela.
-O! Nadia, jak się dawno nie widzieliśmy. Cześć :D
-Cześc... Nathaniel...
-Jak Twój nadgarstek?-mówiąc to chwycił mnie za rękę, którą starannie zabandarzowałam, tłumacząc, że upadłam.
-Już nie boli, to tylko stłuczenie
-Wiesz, że nie o tym mówię-powiedział poważniejszym tonem Nat.
-Jeślnie nie, to o czym ty...CHolera jasna!-lekko uniosłam głos-Ksawery wypaplał! Gdzie on jest? Dostanie mu się!
-Hah, to nie Ksawery się wypaplał, tylko Ty przed chwilą, brałem Cię pod włos, naprawdę chwilę temu myślałam, że to jakaś kontuzja z wf'u.-Masz ci los! Kolejna osoba, która niepotrzebnie o tym wie!
-Nie mów nikomu, proszę, szczególnie mamie, proszę.-zaczęłam prosić jak mała dziewczynka bojąca się reakcji mamy za zły uczynek.
-No dobra, ale...-zanim dokończył wepchnął mnie do jakiegoś małego pomieszczenia, którym prawdopodobnie był składzik, nie jestem pewna, strasznie się zdezorientowałam-Coś dla mnie zrobisz...-powiedział to takim ponętnym tonem, aż ciarki przeszły mnie po plecach-Nikogo nie ma w firmie, sekretarka pojechała załatwiać sprawy urzędowe, a Ksawery z Twoją mamą pojechali obgadać sprawę z urządzeniem jakiejś restauracji, czy coś, więc jesteśmy sami i...
-Przestań tak gadać, to niedorzeczne!-jeszcze brakowało mi Nathaniela na głowie... Ma sieczkę zamiast mózgu?
-O to to-pokiwał palcem-jak nie chcesz, żeby mamusia dowiedziała się o pociętych nadgarstkach i fajkach-tu mu przerwałam
-Jakich fajkach? O czym ty gadasz do cholery?-niby skąd miałby wiedzieć...
-Kotku, przyzwyczaiłaś się już do tego zapachu, a jako niepalący wyczuje fajki wszędzie-a to szuja...prychnęłam i spojrzałam na niego spode łba
-Co się tak patrzysz?-zaczął do mnie podchodzić, a ja odsuwałam się od niego krok po kroku, aż w końcu wpadłam na jakiś stolik i przewróciłam się na niego, ałć
-A jak mam patrzeć, wepchnąłeś mnie do jakiegoś składzika ze zbędnymi meblami i zachowujesz dziwnie bliską odległość!-nie podobało mi się to, ale patrząc w oczy Nata odczułam strach, było w nich coś groźnego.
-Tak się bawić nie będziemy!-Warknął Nataniel, po czym przewrócił mnie na brzuch, nie wiedziałam o co chodzi, ale teraz stało się najgorsze, zaczął ściągać mi spodnie. Krzyczałam, kopałam, wierciłam się, ale on był o wiele silniejszy, tak bardzo się bałam.
Nathaniel wcisnął we mnie swoje przyrodzenie z taką siłą, że nie mogłam nawet krzyknąć, łzy same lały się po policzkach, nie mogłam nic zrobić, nie miałam siły. Chwilę potem było po wszystkim, doszedł we mnie, bez gumki, co ja teraz zrobie, czuje się okropnie... 

Przepraszam z góry za błędy, część była pisana na telefonie, bez PL znaków i na szybko, za dużo poprawiania, nie mam bety i takie tam, do napisania w IV rozdziale ;)

CZĘŚĆ DALSZA NASTĄPI...
(kiedyś xD) 

piątek, 14 marca 2014

ROZDZIAŁ II

 ROZDZIAŁ II

W pewnym momencie droga zaczęła mi się dłużyć, a muzyka płynąca z radia stała się nieznośna, nawet Ksawery siedział cicho.
Znudzona podróżą, sam na sam z Ksawerym, wyjęłam słuchawki i zaczęłam słychać muzyki. Włączyłam ostatnio słuchany utwór i, o ironio, właśnie leciał fragment piosenki happysad: „Nie przejmuj się, każdy nawet najgorszy dzień ma swój kres.”
Szybko zmieniłam utwór, bo ten dołował mnie jeszcze bardziej.
*
Jeśli zastanawiacie się gdzie jest moja mama, teraz najprawdopodobniej ustala z przewoźnikiem trasę, którą ma dowieźć kilka mebli. Sama pewnie przyjedzie nazajutrz. Świetnie, jeszcze w takiej sytuacji mam sama spędzać nockę w nowym domu bez mebli…
*
-O czym tak rozmyślasz? -zapytał Ksawery, czego ja nie słyszałam, ani nie widziałam siedząc na tylnim siedzeniu.
-O niczym… Tylko… zastanawiam się czy zasnę w domu bez mebli, trochę mnie to przeraża.
-Najwidoczniej mama Cię nie poinformowała, dzisiaj śpisz u mnie.
-C-c-co? –zaczęłam się jąkać, jak jakaś pusta dziewucha.
-No tak, wszystko już gotowe. Jutro po południu mama po Ciebie przyjedzie, a do tego czasu będziesz pod moją opieką.
*
No tak, świetnie. Traktuje mnie jak 5cio letnie dziecko, chociaż mam już 16lat. Jaka ja jestem głupia… Czego się spodziewałam? Że potraktuje mnie jak dorosłą? Przeliczyłam się, znowu…
*
Jeżeli już poruszyłam kwestię wieku to opowiem więcej o sobie i osobach w moim najbliższym otoczeniu.
Mam na imię Nadia, nazwisko znów po mamie-Letus, jak już wiecie, mam 16 lat. Nie jestem zbyt wysoka, około 160cm, więc nie czuję się dobrze pomiędzy wyższymi ode mnie ludźmi, szczególnie kiedy mnie otaczają. Moje włosy są krwisto czerwone, ludzie mówią, że farbowanie włosów to okres buntu, ponieważ naturalnie jestem szatynką. Ja jednak uważałam, że w tym kolorze będzie mi ładnie i tyle. Mam kilka kolczyków w prawym uchu, jak i w lewym oraz jednego w wardze. Od kiedy pamiętam interesowałam się piercing’iem. Mama nie miała nic przeciwko, dopóki nie przebiłam wargi, posprzeczałyśmy się trochę, ale ona znów musiała iść do pracy. Nie żebym użalała się, że nie ma dla mnie czasu… Mi to odpowiada, lubię samotność… Wracają do tematu, słucham rocka, metalu oraz j-rocka.
Chodzę jeszcze do gimnazjum, do 3 klasy, ponieważ urodziłam się w styczniu.
Uważam, że okres gimnazjalny to najgorszy czas w moim dotychczasowym życiu.
W tym okresie najczęściej się przeprowadzałyśmy, kiedy mama nie mogła ustatkować się w pracy i wyjeżdżała do kolejnej, od miasta, do miasta.
Jest to też czas, w którym opuściłam się w nauce, dotychczasowe świadectwa z paskiem zamieniły się na średnią ledwo powyżej 3ch.
Nie mam pojęcia co wywołało taki efekt, może wpływ otoczenia?
*
Dosyć o mnie, teraz czas na moją mamę. Nadano jej imię Agnes, ma 35 lat. Mało, jak na córkę w tym wieku-pomyślicie. Nie ukrywamy tego, że urodziła mnie w wieku 19 lat. Cały czas myślę, że jestem jedną, wielką wpadką, ale mama tego nie okazuje. Przez te wszystkie przeprowadzki i rozwód z ojcem, nasze wspólne relacje się pogorszyły, oddalamy się od siebie. Ma talię osy, blond włosy i zielone oczy. Jest sporo wyższa ode mnie, ma 170cm, więc mam cichą nadzieję, że jeszcze podrosnę! Wydaję mi się, że mama szuka sobie partnera…. Nie chcę o tym myśleć, nie chcę następnych zmian.
Jedziemy dalej teraz:
*
Ksawery.
Jak wcześniej napomknęłam
jest chudym, wysokim mężczyzną, o zabójczym uśmiechu, ciemno brązowych oczach i brunatnych włosach.
Właściciel firmy, w sumie początkujący właściciel, firma istnieje od roku. Ksawery ma 26 lat, a dorobił się firmy i nawet nieźle mu idzie jej prowadzenie.
Jeżeli Was to zastanawia, powiem wprost. Jestem zakochana w Ksawerym, zachowuje się przy nim jak idiotka, no i tak mam pewien fetysz-uwielbiam dojrzałych mężczyzn. W tym wypadku nie przeszkadza mi, że ona ma 180, a ja tylko 160cm.
*********************
Dojechaliśmy… Stoimy pod domem Ksawerego, gdzie mam spędzić całą noc i cały dzień. Co ja zrobię? Panikuję, panikuję, panikuję!



C.D.N

P.S. znowu krótko, ale powoli, małymi kroczkami i będą dłuższe rozdziały i ciekawsze ;)

czwartek, 13 marca 2014

ROZDZIAŁ I -And now-what?

Rozdział I


Oho, zaczyna się. Po raz kolejny pakuję swoje rzeczy w pudła. Tak, dobrze się domyślacie, przeprowadzam się.
Mieszkam z mamą, która pracuje w debiutującej firmie zajmującej się architekturą i urządzaniem wnętrz.
Firma się rozwija, więc siedziba z naszego małego miasteczka zostanie przeniesiona do stolicy.
Mama mogłaby pracować w domu, ale nie, woli mieć wszystkie dokumenty i szefa przy sobie.
Są też dobre strony jeżdżenia w tą i w tamtą za firmą, a mianowicie jej szef.
Oooo, tak, to zdecydowany plus tej pojebanej pogoni za biurem.
Jest chudym, wysokim mężczyzną, o zabójczym uśmiechu, ciemno brązowych oczach i brunatnych włosach.
*
Jeśli zastanawiacie się co z moim ojcem… no cóż, rozwiedli się z mamą.
Ojciec jest nadziany, ma dobrze płatną pracę, więc to niedziwne.
Czasami zabiera mnie do sobie, do Poznania, że niby utrzymuje ze mną kontakty.
Wszystko polega na tym, że daje mi kasę na zakupy, ja wychodzę, a on sam zajmuje się pracą…
Nie chcę o tym gadać, nie teraz.



**************************************************

Wsiadam do samochodu. Jedziemy. Z powodu ciągłych przeprowadzek, związanych ze zmianą miejsca pracy mamy, nie miałam dużo rzeczy do pakowania, więc wszystkie pudła spokojnie zmieściły się w combi’ku Ksawerego.

***
Właśnie teraz porzucam moje dotychczasowe życie, jadę samochodem, zastanawiając się co będzie dalej…

C.D.N



P.S. Przepraszam za tak krótki rozdział, ale nie mam zbyt dużo czasu na pisanie, a chcę pchnąć trochę życia w bloga ;)

poniedziałek, 23 grudnia 2013

I znowu jest to rano....



  ZAPOWIEDŹ
     


I znowu to samo. Kolejna praca mamy. Kolejna przeprowadzka. Kolejna szkoła, kolejna klasa. Znów odizolowanie od normalności i przyjaciół, a miało być tak pięknie. Mam dość..

C.D.N